Dzień 21 - Aniołowie przy narodzeniu Jezusa
SŁOWO
Wtem stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. I rzekł do nich anioł: Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś bowiem w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. Gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili między sobą: Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił. Udali się też pośpiesznie i znaleźli Maryję, Józefa oraz leżące w żłobie Niemowlę.
(Łk 2,9-16)
ROZWAŻANIE
Wyobraź sobie, że spędzasz zimową noc wraz z pasterzami na łąkach wokół Betlejem. Siedzicie blisko skały, która osłania przed przenikliwie chłodnym i nieprzyjemnym wiatrem. Poza skałą od przemarznięcia ratuje Was ognisko, które w porę, przed samym zmrokiem, udało się rozpalić ze znalezionych w ciągu dnia uschłych gałęzi. Nie ma ich jednak zbyt dużo, stąd płomień jest raczej skąpy i musicie siedzieć naprawdę blisko ognia i siebie nawzajem, żeby ciepło było wam choć trochę ciepło. Dzięki temu masz szansę przyjrzeć się uważnie pasterskim twarzom. Widzisz ludzi, którzy przyzwyczaili się do trudnych warunków życia, z twarzami naznaczonymi wysiłkiem i cierpieniem oraz oczyma półprzymkniętymi, chwytającymi każdą okazję, żeby choć trochę odpocząć. W tych oczach nie dostrzegasz radości, a w rozmowach nie słyszysz nadziei. Odzywają się jedynie półsłówkami, głosami pełnymi rezygnacji mówią o troskach związanych z kolejnymi dniami. Jakby na nic nie czekali, niczego dobrego się nie spodziewali.
Czy i nam czasem nie towarzyszą takie uczucia? Na przykład w ciemne i deszczowe listopadowe wieczory, gdy wydaje się, że długie i ciepłe dni nieprędko nadejdą? Albo kiedy jesteśmy chorzy i nie potrafimy cieszyć się pięknem świata i troską naszych bliskich o nas, a dostrzegamy tylko to, co tracimy. Nam wtedy też pewnie brakuje nadziei, wpadamy w odrętwienie i ze skwaszoną miną na nic już nie czekamy. Stajemy się zrzędliwi, opryskliwi i nieznośnie kapryśni.
A jednak ta sceneria betlejemskiej nocy całkowicie się zmienia. Nagle w zwyczajnej nocy, w której, wydaje się, że nic przecież nie może się wydarzyć, przychodzi Anioł. I jego przyjście zmienia dosłownie wszystko. Wielkie światło, chóry anielskie i nowina, która wszystko całkowicie zmienia. Nie wiemy, czy pasterze do końca rozumieli, co się dzieje. Na pewno natomiast wybudzają się i ruszają do Betlejem. Pomimo zimna i nocy. I już nie narzekają. Nagle ich brzydkie, wykręcone grymasami bólu i smutku twarze stają się radosne i po prostu piękne, a w ich oczach, które nagle stają się żywe, rozbłyska nowa nadzieja. Czy i my wierzymy, że taka zmiana może mieć miejsce w naszym życiu? Nie w chwili, gdy jesteśmy szczęśliwi – wtedy łatwo ufać – ale właśnie w momentach naszego największego smutku. Jeśli jest nam wtedy trudno uwierzyć, że to minie i wystarczy to przetrwać, prośmy wtedy Anioły o pomoc. One podtrzymują naszą nadzieję.
MODLITWA OSOBISTA
Poproś dziś Boga w trakcie modlitwy osobistej o serce ufne i wrażliwe. Aby było ono zawsze gotowe radośnie oczekiwać na Jezusa, który przychodzi przecież do każdego z nas. Przychodzi, by nasze serce potrafiło dostrzegać Jezusa w drugim człowieku, nawet tym najsmutniejszym, najbardziej cierpiącym. Każdy z nas został stworzony przez Boga na Jego podobieństwo – a to wielka i niepodważalna godność.
Może wtedy będzie nam łatwiej wyciągnąć rękę w stronę tego człowieka i stać się dla niego Aniołem, który rozbudzi na nowo nadzieję?
DZIAŁANIE
W jaki sposób spędzamy rodzinnie czas świąteczny? Skoro to radosny czas to może warto zadbać o to, by był dla nas naprawdę zupełnie wyjątkowy? Wspólne śpiewanie i stworzenie rodzinnego śpiewnika czy kolędownika? Wspólne spacery i aktywności na świeżym powietrzu? A może macie własne pomysły, które warto w święta trochę odświeżyć?